NOWY ROZDZIAŁ

M.Nowak

Minął czas rozpaczy i smutku.Nauczyłam się uśmiechać do wspomnień o Lusi. I chociaż zostanie ona na zawsze w pamięci i zawsze będzie tym pierwszym , najwspanialszym i najpiękniejszym dogiem w moim życiu , szybko zdecydowałam się na następnego psa-pustka po odejściu Luny była nie do zniesienia. Ale poszukiwania nowej "dożynki" to znów cała historia.W pierwszym odruchu telefon do niezawodnej Mirki Kostek : " Lusia nie żyje.Musisz mi pomóc ! Czy są gdzieś szczenięta po Maxie ?" Nie ma.Mirka dzwoni , szuka , uruchamia wszelkie kontakty.Okazuje się że nie ma nigdzie żółtych suczek.Zaczynam desperackie poszukiwania w całej Polsce i za granicą.Myślę , że wielu z Was , czytających te słowa odebrało w listopadzie telefon i usłyszało: "Dzień dobry , straciłam niedawno suczkę , czy są szczenięta ....?" Dziękuję wszystkim za cierpliwość i słowa otuchy.I kiedy zaczęłam już tracić nadzieję a rachunek telefoniczny przekroczył równowartość doga , zadzwoniłam do Agnieszki Filar.Jest !!! Jest jedna suczka ! Nie zastanawiając się wiele wsiedliśmy z Marcinem w samochód i wyruszyliśmy w długą drogę z Gdańska do Zakopanego.Nigdy nie zapomnę tego dnia - piękny słoneczny poranek w gościnnym domu Agnieszki na Gubałówce, kłębowisko dozich ciał a wśród nich....piękne , zawstydzone maleństwo...Wzięłam ją na ręce , przytuliłam i oczy mi się trochę "spociły"...Potem mała podeszła do Marcina i patrząc mu w oczy podała ciężką łapkę.Była nasza. Szybko musieliśmy ruszać w powrotną drogę żeby zdążyć do domu przed nocą. Psina spała cały czas , a my przekonywaliśmy siebie nawzajem , że jesteśmy całkiem normalni , że to nic dziwnego jechać całą noc na drugi koniec Polski po psa , zostawiając wszystkie obowiązki , dzieci i pożyczając pieniądze . Czy ktoś z "dogarzy" się z nami nie zgadza ? I tak jest z nami SONIQUE Yankari , dla przyjaciół Tajga.Ma dziś pięć miesięcy , rośnie na piękną (mam nadzieję) suczkę i niebawem pokażemy się na ringu.Trzymajcie za nas kciuki !